środa, 3 stycznia 2018

"Nowy rok nowa ja" czyli największa ściema ludzkości....Moje postanowienia

http://www.temysli.pl/

"Nowy rok nowa ja" to hasło nieustannie rozbrzmiewa na korytarzach mojej szkoły. Dziewczyny dzielą się swoimi postanowieniami noworocznymi, wiele z nich wraz z nowym rokiem postanawia chodzić na siłownię, zacząć dietę lub zmienić swój styl. Chcą wstawać o 6 i biegać, lub nagle dostawać same piątki w szkole. Inne twierdzą, że w tym roku znajdą miłość życia lub wprowadzą się z domu. Jednak czy to nie przesada? Przecież to bezsensu, że gdy w kalendarzu pojawia się inna data nagle postanawiamy stać się zupełnie innymi ludźmi....Tak jakby czas miał władzę nad tym kim jesteśmy...

środa, 27 grudnia 2017

5 i pół pomysłu o czym i jak pisać, gdy nie umiesz.. Propozycje wpisów na bloga

Jeszcze chwilę temu słowa tkwiące w twojej głowie były wolne.  Przez cały dzień miałeś tyle pomysłów, tyle gotowych zdań przemknęło Ci przez głowę, a dziesiątki wymyślonych wypowiedzi stało przed twoimi oczami. A teraz otacza cię ciemność, pustka. Kiedy chcesz coś napisać, ale twój mózg nie potrafi odtworzyć tamtych myśli i tylko odległe echo zaginionych słów dobiega z oddali. 
Pomimo tego usiłujesz walczyć, chcesz coś napisać. Wiesz, że potrzebujesz dobrego i niebanalnego pomysłu by napisać coś na blogu. Jednak presja sprawia, że jeszcze bardziej panikujesz i nie wiesz co napisać. Co teraz? A co jeśli ta zdolność do lekkiego układania słów już nigdy nie wróci ? I nigdy nie będziesz już mógł czerpać radości z pisania ? Jak coś napisać ?
Na wszystko jest jakiś sposób, jednak jak pokonać tę pisarską barierę tkwiącą w twojej głowie ? O czym pisać, lub co zrobić, gdy wszystko wydaje się takie banalne i proste, a wyrazy z trudem przenikają Ci przez głowę...

środa, 20 grudnia 2017

Nie jestem diagnozą, depresją, ani zaburzeniem Przemyślenia#5

,,Tylko proszę, żeby to nie było powodem kolejnego załamania... "



Mam wrażenie, że od momentu wyjścia ze szpitala ludzie patrzą na mnie odrobinę inaczej niż wcześniej. Od kiedy wróciłam do szkoły wiele osób pyta się czy, aby na pewno dam sobie radę, nauczyciele kilkukrotnie zatrzymali mnie po lekcjach pytając czy już jest wszystko okej lub mówiąc, że mam się trzymać... To miłe, jednak  nie zamierzam pozwolić na to, by cokolwiek przysłaniało to kim naprawdę jestem. Nie chcę, by ludzie patrzyli na mnie jak na zapisaną etykietkę

Nie jestem przecież diagnozą, ani ofiarą złego składu chemicznego organizmu. Nie jestem podpisanym słoikiem, lub matematycznym wzorem. Gotowym schematem w którym wszystko jest z góry znane. Jestem sobą, nastoletnią dziewczyną ze zmiennym charakterem, własną historią,  refleksjami. Myślącym człowiekiem, z poszarpanym wnętrzem, i własnym zdaniem. A nie diagnozą czy szablonem, w które można by mnie wpisać.

Lubimy szufladkować ludzi, bo wtedy łatwiej jest nam "ogarnąć" otaczający nas świat. Jeśli zamkniemy wszystko w szablonach, to wszystko powinno być proste i łatwe do przewidzenia. Przyklejamy łatki, by posegregować to, co nas otacza, patrzymy na innych przez  stereotypy nie skupiając się na szczegółach. Zakładamy, że wszyscy z daną łatką są identyczni.  Jednak  ludzie to nie cyfry, które można uporządkować w zbiorach, ani reakcje chemiczne, które za każdym razem mają identyczny wynik. Każdy z nas jest inny, a patrzenie na ludzi poprzez ogólne schematy jest (zazwyczaj) krzywdzące. 
Przecież to jak wyglądamy, na co chorujemy, skąd pochodzimy nas nie definiuje. Definicją nas samych jest nasza historia, charakter i zachowanie. Groźnie wyglądająca kobieta z tatuażami może być całkiem sympatyczną osobą, mającą  wiele refleksji, a dziewczyna w sukience w kwiatki może używać przekleństw zamiast przecinków i nie umieć się z nikim dogadać.  Klasowy prymus nie musi być kujonem, a błazen nie musi mieć złych ocen. To tylko stereotypy, którym pozwalamy rządzić.

wtorek, 19 grudnia 2017

Przemyślenia#4 Dwa słowa do szczęścia



"Jest wieczór.... Pod powiekami czuję łzy, zresztą cały dzień obserwowałam zza szklistych soczewek. Pomimo to chcę z nimi walczyć. Już jestem wystarczająco wściekła na siebie o to, że w szkole nie wytrzymałam. Na lekcji zaczęłam się trząść, kilka srebrzystych kropel spłynęło mi po twarzy, ból przez chwilę znów zabijał moje wnętrze, a to wszystko przy osobach  z klasy. Czułam wstyd, nie mogłam wydusić z siebie słowa otoczona cierpieniem. Poza tym, jak wytłumaczyć komuś, że znów pęka mój wewnętrzny świat ? W związku z tym wszystkim tylko gestem dałam do zrozumienia, by o nic nie pytali. A po dzwonku wybiegłam z klasy i ukryłam się w ciemnym  kącie szkoły, próbując uspokoić rozszalałą we mnie burzę. Przecież, muszę dać radę...
Tak bardzo chcę być silna, przecież tak dużo osób we mnie uwierzyło, tak wiele próbuje mnie wspierać. Jednak ja nie radzę sobie nawet z głupim nadrobieniem zaległości w szkole. Nie potrafię nauczyć się tego wszystkiego, a przecież gdybym tylko chciała, byłabym w stanie to zrobić. Jeśli nie umiem ogarnąć czegoś tak prostego, to jak mam zamiar poradzić sobie w dorosłym życiu ?"

Jak możesz wyżej przeczytać, niedawno nastąpił moment, gdy znów byłam zagubiona, a smutek znów wypełnił moje serce. Starałam się jakoś trzymać, ale czułam się tak, jak gdyby ktoś położył cały wszechświat na moich plecach, i nie dawałam rady. A przecież obiecywałam sobie, że tym razem sobie poradzę. Jest to niezmiernie bolesne, szczególnie gdy pomyślę o tym, jak wiele osób mnie wspiera i chce mojego szczęścia. Przecież one wierzą we mnie i nie zamierzam, ich zawodzić. Nie chcę przecież doprowadzać do smutku, nie tylko siebie, ale też innych osób, tylko przez to, iż nie podołałam wyzwaniom. Dlatego tak usilnie się staram, by poskładać swoje rozsypane wnętrze... A chwile takie jak opisana sprawiają mi ból.

Jakiś czas temu pewna osoba powiedziała mi, iż jestem zbyt wymagająca wobec siebie, i bardzo często stawiam sobie wymagania, do których nie doskoczę, nawet jeśli będę bardzo chciała. Bardzo często (czasem nawet podświadomie) próbuję dążyć do czegoś, co można nazwać idealną wersją mnie. Stawiam sobie za cele wysoko postawione punkty i miejsca, do których nie jestem w stanie dostrzec. A gdy coś mi nie wychodzi, obwiniam siebie, o to, iż nie dałam rady.

Jednak czy na tym świecie są ludzie idealni ? Tacy, którzy nie mają wad ? No nie, ale też nie zależy mi przecież na byciu idealną, chcę tylko być odrobinę lepsza, taka bardziej poukładana, pewniejsza siebie i bardziej inteligentna. I dążę do tego. Bo przecież, to jest właśnie to, o czym uczą nas w szkołach lub domach. Mamy stawiać sobie cele i dążyć do nich. Tak skonstruowany jest ten wszechświat. Jednak... Kilka tygodni temu usłyszałam dwa magiczne słowa, które zmieniły moje postrzeganie rzeczywistości...

Odpuść sobie 

Totalny banał prawda ? Odpuść i nie wszczynaj kłótni. Odpuść i przeczekaj, a jednak...
Jak często stawiasz sobie jakieś wymaganie, tylko dlatego, że wydaje Ci się, iż tak powinno być ? Ile razy robisz coś tylko dlatego, że twoim zdaniem inni by tego od Ciebie chcieli ? Zatracasz się w swoich postanowieniach tak bardzo, że zapominasz o wszystkim innym ? 
Tak często gonimy za wymaganiami zamiast żyć tym, co mamy teraz. Tracimy własne szczęście. Przecież nikt nie wymaga od nas, że będziemy idealni, więc my również tego nie wymagajmy. Nie robimy jednak wszystkiego dla innych. To NASZE życie i to my mamy być w nim szczęśliwy. Chcesz czegoś ? To świetnie. Dąż do celu, ale nie zapominaj, o tym, co Cię otacza. A czasem po prostu odpuść. 
Jeśli na przykład zależy Ci na akceptacji, to szukaj osób, które mogą Ci ją dać, ale nie zmieniaj siebie na siłę, tylko po to, by ją dostać. Poza tym naprawdę nie każdy musi Cię akceptować. Czasem nawet fajnie jest się z kimś pogryźć ;) (ale to moje zdanie)

Dla mnie chwilowo najważniejszym celem jest nadgonienie nauki i zdrowie, jednak wiem, że nie mogę skupić się tylko i wyłącznie na tym (swoją drogą jestem z siebie mega dumna nadrobiłam ponad miesiąc w ciągu 3 dni), bo szybko mnie to przerośnie. W związku z tym szukam sobie również innych prostszych celów... pisanie, blog, spacery z psem, rzucenie palenia. I cieszę się z każdego osiągniętego sukcesu. A nawet jeśli coś nie wyjdzie, staram się pamiętać, że przecież świat nie kończy się w tej chwili, i na pewno dostanę od losu szansę, by to naprawić. 
Jeśli chodzi o innych... Oczywiście mają swoje wymagania co do nas, w ten sposób pokazują, że im zależy. Dobrze, że chcemy im sprostać. Jednak nie możemy się nimi załamywać. Często wydaje nam się, że inni chcą od nas więcej, niż tak naprawdę jest. Poza tym świat naszych bliskich się nie zawali, jeśli nie damy rady. Oni się po prostu o nas martwią.

Serdecznie zapraszam Cię to skomentowania tego wpisu, zaobserwowania bloga (zrobisz to klikając przycisk obserwuj widoczny po lewej stronie) lub polubienia mnie na facebooku. To naprawdę motywuje do dalszej pracy. A jeśli masz ochotę o czymś przeczytać lub podyskutować zapraszam do podawania propozycji w komentarzu. 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

O wewnętrznej walce. Czyli poradnik krok po kroku jak przestać nienawidzić i zaakceptować siebie.

O wewnętrznej walce.
Nikt nie jest w stanie zrozumieć, jak bardzo nienawidziłam siebie. Jak wiele bólu ukrywałam wtedy w sercu. Ludzie myśleli, że moje zachowanie, to atak na nich, a była to tylko moja obrona przed samą sobą. Odczuwałam ból. Każdego dnia zmierzałam się z wewnętrznymi potworami, starając się pomimo tego zachować pozory siły.... Czułam się bezbronna i atakowana na każdym kroku, w związku z tym byłam agresywna wobec świata.  Nie był on w stanie zrozumieć poziomu mojego bólu...

Brzmi znajomo, prawda? Ból ukryty w sercu, nienawiść do własnej osoby. Doświadczyłeś tego ? Tego uczucia, że jesteś swoim największym wrogiem ? A może krzywdzisz się uważając, że na to zasługujesz. Jeśli tak, to zostań. Chcę spróbować pokazać Ci co może pomóc... Wiesz, ja sama nienawidzę siebie, bardziej niż czegokolwiek innego na tym świecie. Jestem swoim największym wrogiem, wiem jak wiele bólu może sprawić własne odbicie w lustrze, lub zwykła myśl. Znam niepowstrzymaną chęć ukarania samej siebie za popełnione błędy, w związku z tym uwierz mi (lub nie), naprawdę wiem co czujesz.
Nie mam jednak żadnej magicznej recepty, lub eliksiru na radzenie sobie z własną osobą. Dlatego też, jeśli na nie czekasz, to już teraz możesz opuścić tę stronę. Pamiętaj również, że nie jestem psychologiem i bazuje jedynie na własnym doświadczeniu Jeśli jednak, masz chwilę to pokażę Ci w jaki sposób można spróbować krok po kroku zapanować nad tą nienawiścią, a nawet polubić samego siebie. Ciekawy ? No to zaczynamy.

sobota, 16 grudnia 2017

Przemyślenia #3 Powrót do życia po szpitalu psychiatrycznym. Stany depresyjne czy jest sens walczyć ?

Powrót do życia po szpitalu psychiatrycznym. Stany depresyjne jak sobie radzić ?
Życie jest ciągiem doświadczeń...

Jest wieczór... Przeglądam zapiski z całego dnia. Ostatnio jeszcze więcej piszę. Prawdopodobnie jest to spowodowane nadzieją, że jeśli nazwę wewnętrzny ból, to będzie mi prościej walczyć z depresją. Tak bardzo pragnę, by już było dobrze. Chcę pogodzić się ze samą sobą, własnymi myślami, zamiast cały czas krążyć w kółko i rozdrapywać stare rany. Jednak do tej pory, pomimo starań, prędzej czy później wracałam do punktu wyjścia... ciągłego smutku, nienawiści do samej siebie i rozważań o samobójstwie

Dwa tygodnie temu po ponad miesiącu izolacji, w szpitalu psychiatrycznym znów wróciłam "do normalnego życia". Wbrew wszelakiej logice, na początku odczuwałam tęsknotę za zamknięciem i bezpieczeństwem, które dawało mi ono. Jednak wiedziałam, że szpital psychiatryczny to nie droga, którą chcę podążać przez życie. To tylko szablon, do którego pozwoliłam się wpisać. A przecież, od zawsze sprzeciwiałam się wszelkiemu zamykaniu ludzi w ramach.

czwartek, 14 grudnia 2017

Przemyślenia 2 Jak zdobyć przyjaciela i otworzyć się na ludzi czyli o przyjaźni, akceptacji i otwarciu na ludzi słów kilka

 Przemyślenia 2 Jak zdobyć przyjaciela i otworzyć się na ludzi czyli o przyjaźni, akceptacji i otwarciu na ludzi słów kilka
Pragnę, aby zdobiło mnie przede wszystkim moje serce, które stoi otworem dla wszystkich ludzi.

Anna Jantar

Zawsze podziwiałam osoby, które są otwarte na innych ludzi i pewne siebie. Imponowało mi, jeśli ktoś miał wielu znajomych i potrafił o nich zadbać. Dla zamkniętej w sobie dziewczyny świadomość, że można mieć przyjaciół, było czymś odległym. Marzeniem, które wymaga poświęcenia i ciężkiej pracy...
Dlatego za każdym razem, gdy w moim życiu pojawiała się osoba, która mogłaby zostać w nim na dłużej, próbowałam dać jej wszystko, co miałam. Chwytając się jej z całych sił, dość często zapominałam o sobie. Uważałam, iż w przeciwieństwie do innych, ja się nie liczę. Poza tym nie chciałam zajmować się osobą, tak bardzo nienawidzoną przez siebie, czyli mną. Pomimo tego, iż wiele osób mnie zraniło, a ja byłam samotna. Nadal chciałam walczyć o przyjaźń i innych ludzi.
Jednak w pewnym momencie, nie wytrzymałam i zaczęłam zamykać się w sobie, a strach, z którym tak usilnie walczyłam, przejął nade mną kontrolę. Przestałam wierzyć, że kiedykolwiek się uda i odizolowałam się od innych. Przestałam próbować nawiązywać kontakty. Z każdym dniem coraz bardziej nienawidziłam samej siebie. Zaczęłam myśleć, iż nie zasługuje na przyjaźń, bo przecież musiałam robić coś źle, skoro tyle osób odwracało się ode mnie plecami. Jednak nie umiałam zrozumieć, co jest we mnie nie tak. Teraz patrząc wstecz, widzę, że nie była to tylko moja wina... Nie zawsze trafiałam na odpowiednich ludzi, a poza tym na przyjaźń nie można tak po prostu zasłużyć. To więź, która rodzi się bezinteresownie, oparta na wspólnym zrozumieniu i akceptacji.